niedziela, 13 listopada 2016

Jest tam kto?

Wiem, że pierwsze rozdziały są słabe ( wydaje mi się, że dalsze już nie tak bardzo xDD ) ale moglibyście coś skomentować. Chociażby jak bardzo dany rozdział jest zły xDD.
Proooooszę!!!!


czwartek, 10 listopada 2016

Mój pierwszy wpis

Jeśli ktokolwiek to czyta (i dotrwał do tego momentu xD)to jestem Amily i witam was na moim pierwszym blogu. Jak sama nazwa wskazuje będzie on o Młodych Tytanach (ale nie tylko o nich). Od razu informuje, że perfidnie i z premedytacją przygarnęłam do swoich opowiadań postać z fantastycznego bloga https://teentitans-megan.blogspot.com/  , którego pisze niejaka
Anguś A. Jaką dowiecie się już niedługo. Serdecznie zapraszam na  
bloga Anguś gdyż moim skromnym zdaniem jest on najlepszym tego typu 
blogiem jakiego kiedykolwiek czytałam. 

A teraz uwaga...





JUŻ TERAZ PIERWSZA NOTKA!


"SEN"

"Sny zapominamy. Wspomnień nigdy"

(Bestia)

Siedzę w swoim pokoju, na swoim własnym łóżku a i tak czuję się
niepewnie. Zresztą jak zwykle gdy wspominam przeszłość jednocześnie
myśląc o swojej przyszłości. To zabawne. Ja. Zawsze uśmiechnięty, 
pewny siebie, roześmiany. Ja. Ten, który nigdy niczym się nie martwi.
Siedzę teraz na łóżku i myślę o tym co było. Nigdy nie potrzebowałem
 wsparcia, pomocy, nigdy z nikim nie podzieliłem się swoim
bólem. Staram się wciąż być radosny by ukryć chwile smutku i przytło-
czenia. Nie żebym tak naprawdę był jakimś gburem, albo był bardzo
zamknięty w sobie tylko po prostu chwilami wolę nie okazywać swojego
smutku. Nagle do mojego pokoju wpadła Gwiazdka z uśmiechem od ucha do
ucha i powiedziała radośnie:
- Bestio! Oglądamy film! Chodź do nas!
Było widać, że jest w naprawdę dobrym humorze.
- Jakże mógłbym odmówić madame?- powiedziałem z żartobliwym ukłonem
i puściłem do niej oko.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej (nie wiem jak to w ogóle możliwe)
i pociągnęła mnie za sobą do pokoju głównego. Ktoś włączył jakiś
film o tajnych agentach czy coś. Był strasznie nudny więc praktycznie
od razu zasnąłem.

Obudziłem się chwilę później (nie wiem ile czasu minęło). Leżałem
na piasku i patrzyłem w niebo. Zaraz, zaraz... Niebo zaczęło znikać
a na jego miejscu pojawiał się... Tak! To chyba było wnętrze jakiegoś
namiotu. Powoli wstałem i spostrzegłem, że znajduję się na arenie 
cyrkowej. Zacząłem rozglądać się dookoła i nim się spostrzegłem w
moim kierunku zaczął biec lew! Nie zdążę już nic zrobić! Jest zbyt 
blisko! Stałem jak kołek oczekując pewnej śmierci od pazurów i kłów
zwierzęcia z niewiadomych przyczyn nie będąc w stanie użyć swoich
mocy. Zamknąłem oczy i trwałem tak przez kilka sekund. Ej. Co jest?
Przecież już powinienem... No wiecie. Nie żyć. Otworzyłem powoli 
najpierw jedno oko, potem drugie i spojrzałem przed siebie. Lwa tam
nie było! Wytężałem wzrok poszukując zwierzęcia aż nagle je zobaczy-
łem. Lew był za mną! on po prostu przeze mnie przeszedł. Jakby mnie
tu nie było! No chyba, że nawet nie poczułem jak mnie... (no wiecie!)
i już jestem duchem, ale to mało prawdopodobne. Po prostu tutaj je-
stem jak zjawa. Nikt mnie nie widzi i nie słyszy. Nie wiem dlaczego 
tak tak się dzieje, ale tak po prostu jest. Nawet łatwo mi się z tym
pogodzić gdy przypomnę sobie tego lwa. Już byłoby po mnie! Wtem u-
słyszałem prezentera, który powiedział:
- A teraz niesamowita rodzina akrobatów!...................!
Niestety nie zrozumiałem ostatniej części zapowiedźi (czyli zapewne
nazwy ich grupy). Było ich troje. Ojciec, matka i syn. To rzeczywiście
byli niesamowici akrobaci. Oni wręcz latali! Mieli płynne ruchy i
byli bardzo skupieni. Patrzyłem na nich podziwem gdy nagle stało się 
coś strasznego. Lina się zarwała i wszyscy prócz syna, który właśnie 
miał skoczyć spadli w dół. Widziałem jak chłopiec pada na kolana
i wyciąga rękę do matki, która z przerażeniem w oczach zrobiła to samo
- Bądź silny mój mały rudziku- szepnęła swoje ostatnie słowa kobieta.
Chłopiec popatrzył w dół na swoich rodziców, którzy nie należeli już 
do tego świata... Ten mały mi kogoś przypomina. Ale kogo? Ma niebie-
skie oczy pełne cierpienia i bólu choć jeszcze takie młode. 
Oczy, które teraz były przesłonięte zasłoną z łez... Nagle zaczęło
mi się kręcić w głowie i upadłem.

Po raz kolejny obudziłem się zupełnie gdzie indziej. Byłem na ulicy.
Wstałem i zacząłem powolnym krokiem iść przed siebie. Przyglądałem 
się wszystkiemu bardzo uważnie. Rzucił mi się w oczy pewien plakat
więc przeszedłem na druga stronę ulicy by zobaczyć co przedstawia.
Nagłówek głosił:
"LATAJĄCY GRAYSONOWIE!- wspaniała rodzina akrobatów"
To byli oni! Ci sami, których widziałem w cyrku! Nie wiem dlaczego
ale byłem tego pewien.
- Latający Graysonowie!- krzyknąłem gwałtownie podnosząc głowę z 
kanapy. 
Kątem oka zauważyłem, że gdy Robin usłyszał tę nazwę to 
cały zesztywniał i wyglądał na zestresowanego. Zdziwiła mnie jego 
reakcja. Gwiazdka chciała mu położyć rękę na ramieniu ale on ją odep-
chnął i wyszedł. Wszyscy wyglądali na tak samo zdezorientowanych jak
ja. Wtedy odezwał się Cyborg:
- Wiecie co. Ja chyba wezmę przykład z Robina i pójdę spać.
Wszyscy jednogłośnie się z nim zgodzili więc po chwili się rozeszliśmy.
Już miałem wchodzić do swojego pokoju gdy zobaczyłem, że drzwi do po-
koju Robina są otwarte.
- To dziwne- pomyślałem- on nigdy nie zostawia otwartych drzwi, le-
piej to sprawdzę.
Po cichu zbliżyłem się do drzwi i zatrzymałem się za rogiem. Usłysza-
łem czyjś cichy oddech i od razu wiedziałem, że to na pewno nie ża-
den przestepca.
- Coś się stało?- spytałem rudowłosą dziewczynę wchodząc do pomie-
szczenia i spojrzałem prosto w jej intensywnie zielone tęczówki.
- Nie- odpowiedziała krótko odwracając wzrok.
- A ja myślę, że jednak tak- powiedziałem- co jest?
- Martwię się o Robina- odparła z westchnieniem- nie uważasz, że to
dziwne, że słysząc hasło "Latający Graysonowie" nagle kompletnie się
zmienił? Olał nas wszystkich i poszedł nie wiadomo gdzie.
- On jest typem samotnika Star. Najpierw woli sam wszystko sobie
przemyśleć zanim...-niespodziewanie Gwiazdka przerwała mi w pół zdania
krzycząc:
- Zanim co? Zanim komukolwiek o tym powie? Ty myślisz, że on kiedy-
kolwiek to zrobi?- nie dając mi dojść do głosu ciągnęła dalej- a tak
poza tym to co on ma niby do "przemyślenia"? Przecież powiedziałeś
tylko dwa słowa. Czy one naprawdę są dla niego aż tak ważne? Ważniej-
sze od przyjaciół? Ode mnie...
- Nie wiem, przecież...- znów nie dała mi dokończyć mówiąc podiryto-
wanym głosem:
- Właśnie Bestio, nie wiesz. Ja też nie ale obiecuje ci, że się do-
wiem!- z tymi słowami na ustach odwróciła się na pięcie i wyszła 
głośno trzaskając drzwiami.



KONIEC
(nie mam czasu na komentarz bo jest 1:20 xD a pozatym to wy jesteście
tu od komentowania :))