Mój pierwszy wpis
Jeśli ktokolwiek to czyta (i dotrwał do tego momentu xD)to jestem Amily i witam was na moim pierwszym blogu. Jak sama nazwa wskazuje będzie on o Młodych Tytanach (ale nie tylko o nich). Od razu informuje, że perfidnie i z premedytacją przygarnęłam do swoich opowiadań postać z fantastycznego bloga https://teentitans-megan.blogspot.com/ , którego pisze niejaka
Anguś A. Jaką dowiecie się już niedługo. Serdecznie zapraszam na
bloga Anguś gdyż moim skromnym zdaniem jest on najlepszym tego typu
blogiem jakiego kiedykolwiek czytałam.
A teraz uwaga...
JUŻ TERAZ PIERWSZA NOTKA!
"SEN"
"Sny zapominamy. Wspomnień nigdy"
(Bestia)
Siedzę w swoim pokoju, na swoim własnym łóżku a i tak czuję się
niepewnie. Zresztą jak zwykle gdy wspominam przeszłość jednocześnie
myśląc o swojej przyszłości. To zabawne. Ja. Zawsze uśmiechnięty,
pewny siebie, roześmiany. Ja. Ten, który nigdy niczym się nie martwi.
Siedzę teraz na łóżku i myślę o tym co było. Nigdy nie potrzebowałem
wsparcia, pomocy, nigdy z nikim nie podzieliłem się swoim
bólem. Staram się wciąż być radosny by ukryć chwile smutku i przytło-
czenia. Nie żebym tak naprawdę był jakimś gburem, albo był bardzo
zamknięty w sobie tylko po prostu chwilami wolę nie okazywać swojego
smutku. Nagle do mojego pokoju wpadła Gwiazdka z uśmiechem od ucha do
ucha i powiedziała radośnie:
- Bestio! Oglądamy film! Chodź do nas!
Było widać, że jest w naprawdę dobrym humorze.
- Jakże mógłbym odmówić madame?- powiedziałem z żartobliwym ukłonem
i puściłem do niej oko.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej (nie wiem jak to w ogóle możliwe)
i pociągnęła mnie za sobą do pokoju głównego. Ktoś włączył jakiś
film o tajnych agentach czy coś. Był strasznie nudny więc praktycznie
od razu zasnąłem.
Obudziłem się chwilę później (nie wiem ile czasu minęło). Leżałem
na piasku i patrzyłem w niebo. Zaraz, zaraz... Niebo zaczęło znikać
a na jego miejscu pojawiał się... Tak! To chyba było wnętrze jakiegoś
namiotu. Powoli wstałem i spostrzegłem, że znajduję się na arenie
cyrkowej. Zacząłem rozglądać się dookoła i nim się spostrzegłem w
moim kierunku zaczął biec lew! Nie zdążę już nic zrobić! Jest zbyt
blisko! Stałem jak kołek oczekując pewnej śmierci od pazurów i kłów
zwierzęcia z niewiadomych przyczyn nie będąc w stanie użyć swoich
mocy. Zamknąłem oczy i trwałem tak przez kilka sekund. Ej. Co jest?
Przecież już powinienem... No wiecie. Nie żyć. Otworzyłem powoli
najpierw jedno oko, potem drugie i spojrzałem przed siebie. Lwa tam
nie było! Wytężałem wzrok poszukując zwierzęcia aż nagle je zobaczy-
łem. Lew był za mną! on po prostu przeze mnie przeszedł. Jakby mnie
tu nie było! No chyba, że nawet nie poczułem jak mnie... (no wiecie!)
i już jestem duchem, ale to mało prawdopodobne. Po prostu tutaj je-
stem jak zjawa. Nikt mnie nie widzi i nie słyszy. Nie wiem dlaczego
tak tak się dzieje, ale tak po prostu jest. Nawet łatwo mi się z tym
pogodzić gdy przypomnę sobie tego lwa. Już byłoby po mnie! Wtem u-
słyszałem prezentera, który powiedział:
- A teraz niesamowita rodzina akrobatów!...................!
Niestety nie zrozumiałem ostatniej części zapowiedźi (czyli zapewne
nazwy ich grupy). Było ich troje. Ojciec, matka i syn. To rzeczywiście
byli niesamowici akrobaci. Oni wręcz latali! Mieli płynne ruchy i
byli bardzo skupieni. Patrzyłem na nich podziwem gdy nagle stało się
coś strasznego. Lina się zarwała i wszyscy prócz syna, który właśnie
miał skoczyć spadli w dół. Widziałem jak chłopiec pada na kolana
i wyciąga rękę do matki, która z przerażeniem w oczach zrobiła to samo
- Bądź silny mój mały rudziku- szepnęła swoje ostatnie słowa kobieta.
Chłopiec popatrzył w dół na swoich rodziców, którzy nie należeli już
do tego świata... Ten mały mi kogoś przypomina. Ale kogo? Ma niebie-
skie oczy pełne cierpienia i bólu choć jeszcze takie młode.
Oczy, które teraz były przesłonięte zasłoną z łez... Nagle zaczęło
mi się kręcić w głowie i upadłem.
Po raz kolejny obudziłem się zupełnie gdzie indziej. Byłem na ulicy.
Wstałem i zacząłem powolnym krokiem iść przed siebie. Przyglądałem
się wszystkiemu bardzo uważnie. Rzucił mi się w oczy pewien plakat
więc przeszedłem na druga stronę ulicy by zobaczyć co przedstawia.
Nagłówek głosił:
"LATAJĄCY GRAYSONOWIE!- wspaniała rodzina akrobatów"
To byli oni! Ci sami, których widziałem w cyrku! Nie wiem dlaczego
ale byłem tego pewien.
- Latający Graysonowie!- krzyknąłem gwałtownie podnosząc głowę z
kanapy.
Kątem oka zauważyłem, że gdy Robin usłyszał tę nazwę to
cały zesztywniał i wyglądał na zestresowanego. Zdziwiła mnie jego
reakcja. Gwiazdka chciała mu położyć rękę na ramieniu ale on ją odep-
chnął i wyszedł. Wszyscy wyglądali na tak samo zdezorientowanych jak
ja. Wtedy odezwał się Cyborg:
- Wiecie co. Ja chyba wezmę przykład z Robina i pójdę spać.
Wszyscy jednogłośnie się z nim zgodzili więc po chwili się rozeszliśmy.
Już miałem wchodzić do swojego pokoju gdy zobaczyłem, że drzwi do po-
koju Robina są otwarte.
- To dziwne- pomyślałem- on nigdy nie zostawia otwartych drzwi, le-
piej to sprawdzę.
Po cichu zbliżyłem się do drzwi i zatrzymałem się za rogiem. Usłysza-
łem czyjś cichy oddech i od razu wiedziałem, że to na pewno nie ża-
den przestepca.
- Coś się stało?- spytałem rudowłosą dziewczynę wchodząc do pomie-
szczenia i spojrzałem prosto w jej intensywnie zielone tęczówki.
- Nie- odpowiedziała krótko odwracając wzrok.
- A ja myślę, że jednak tak- powiedziałem- co jest?
- Martwię się o Robina- odparła z westchnieniem- nie uważasz, że to
dziwne, że słysząc hasło "Latający Graysonowie" nagle kompletnie się
zmienił? Olał nas wszystkich i poszedł nie wiadomo gdzie.
- On jest typem samotnika Star. Najpierw woli sam wszystko sobie
przemyśleć zanim...-niespodziewanie Gwiazdka przerwała mi w pół zdania
krzycząc:
- Zanim co? Zanim komukolwiek o tym powie? Ty myślisz, że on kiedy-
kolwiek to zrobi?- nie dając mi dojść do głosu ciągnęła dalej- a tak
poza tym to co on ma niby do "przemyślenia"? Przecież powiedziałeś
tylko dwa słowa. Czy one naprawdę są dla niego aż tak ważne? Ważniej-
sze od przyjaciół? Ode mnie...
- Nie wiem, przecież...- znów nie dała mi dokończyć mówiąc podiryto-
wanym głosem:
- Właśnie Bestio, nie wiesz. Ja też nie ale obiecuje ci, że się do-
wiem!- z tymi słowami na ustach odwróciła się na pięcie i wyszła
głośno trzaskając drzwiami.
KONIEC
(nie mam czasu na komentarz bo jest 1:20 xD a pozatym to wy jesteście
tu od komentowania :))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz